Znikające miasto Sopot. Felieton Wojciecha Wężyka

Wojciech Wężyk, Sopot OdNowa
Wojciech Wężyk, Sopot OdNowa
Wojciech Wężyk, Sopot OdNowa
Im więcej ciebie tym mniej - śpiewała kiedyś znana artystka. To trochę jak z Sopotem. Im więcej przyjeżdża tu turystów, im szybciej zamożni ludzie z całej Polski wykupują mieszkania i domy, z których później robią apartamenty na wynajem, tym mniej miejsca pozostaje dla stałych mieszkańców.

Depopulacja Sopotu ma wiele przyczyn. Są wśród nich obiektywne, jak kurczący się przyrost naturalny będący konsekwencją zmian cywilizacyjnych. Ale nie brakuje również tych wynikających z błędnych decyzji prezydenta Jacka Karnowskiego. Na przestrzeni ostatnich dwóch dekad zmienił on Sopot w imprezownię. Bardzo drogą imprezownię, w której życie w czasie sezonu staje się dramatycznie uciążliwe. W konsekwencji rok po roku ubywa nam stałych mieszkańców. Blisko 50-cio tysięczne miasto z końca XX w. jest dziś jedynie cieniem dawnego rozkwitu.

Znikający i równocześnie starzejący się Sopot to olbrzymie wyzwanie. Konsekwencje tego trendu są łatwe do przewidzenia: zmniejszone wpływy do budżetu, kolonizacja miasta przez weekendową turystykę czy wreszcie zastój intelektualny. Co można zrobić?
Liczę, że na to pytanie padnie odpowiedź w strategii, która rodzi się w bólach od ponad roku. Tymczasem jednak Sopot może łapać okazje, żeby przynajmniej częściowo zasypywać populacyjną dziurę i ratować sytuację tu i teraz.

Rano na plaży z laptopem, zamiast siedzenia w biurze w centrum stolicy. Tak wygląda marzenie większości menedżerów zatrudnionych w korporacjach dużych miast: Warszawy, Poznania, Krakowa. Marzenie możliwe do zrealizowania dzięki rozwojowi pracy zdalnej.

W czasie pandemii okazała się ona koniecznością, żeby chwilę później stać się czymś zupełnie naturalnym. To wielka zmiana, którą Sopot powinien wykorzystać pokazując się jako miejsce do życia i pracy dla profesjonalistów z całej Polski lub nawet świata. Dajemy ci plażę, lasy i internet. Skoro możesz pracować zdalnie, rób to z najpiękniejszego miasta w Polsce. I płać tu podatki.

Niektóre miasta szybko wyczuły szansę. W USA, Chorwacji, Grecji niemal natychmiast po wprowadzeniu obostrzeń owocujących rozwojem pracy zdalnej, rozpoczęto kampanie reklamowe zachęcając do relokacji. Sopot mógłby zrobić to samo. W starej rzeczywistości nie mieliśmy szans na konkurowanie z Gdynią i Gdańskiem, które dysponują jednymi z najnowocześniejszych powierzchni biurowych w Polsce i są naturalnym miejscem dla biznesu. Ale w dobie pracy zdalnej biura nie są już kluczowe. Dlatego możemy przyciągać menedżerów, którzy nie tylko zostawią w Sopocie pieniądze, ale co równie ważne, swój intelekt i zaangażowanie w rozwój społeczności.

Takiemu pomysłowi musi jednak towarzyszyć pakiet zachęt, coś więcej niż wyłącznie dobre hasło reklamowe. Nowoczesne miasto powinno być jak program lojalnościowy, zestaw korzyści dla nowoprzybyłych zwiększający szansę na to, że będą chcieli zapuścić w Sopocie korzenie, a nie tyko przepuścić w barach premie, jak dzieje się to dziś.

Pierwszym krokiem powinna być jednak zmiana mentalności prezydenta Jacka Karnowskiego. Zrozumienie prostego faktu, że o wartości Sopotu świadczą jego mieszkańcy, a nie ceny metra kwadratowego zlokalizowanych tu nieruchomości.

Sklepowy patriotyzm, to polska specjalność.

Wideo

Materiał oryginalny: Znikające miasto Sopot. Felieton Wojciecha Wężyka - Dziennik Bałtycki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie