Wystawa w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie. Obrazy nie mieszczą się na ścianach, domagają się uwagi i rozwagi

Gabriela Pewińska
Gabriela Pewińska
Kolekcjonerstwo jest niezwykle wciągające i uzależniające. To narkotyczna gra z własnymi możliwości i propozycjami rynku. Ale kolekcja to też wielki kłopot, przekleństwo logistyczne - mówi Bogusław Deptuła, kurator ekspozycji „Kolory przemian. Malarstwo polskie z kolekcji Krzysztofa Musiała” w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie.

Ile obiektów liczy kolekcja Krzysztofa Musiała?

To już tajemnica kolekcjonera. Na naszej wystawie, początkowo, chcieliśmy pokazać 250 prac z tej kolekcji, no ale wtedy musielibyśmy zająć całą przestrzeń sopockiej PGS...

Wcale niemałą...

Ostatecznie zaprezentujemy, bagatela, jedynie 170 prac, choć kolekcja Krzysztofa Musiała idzie w tysiące...

Mimo tak pokaźnego zbioru, zwłaszcza malarstwa polskiego, ściany domu znanego kolekcjonera zdobią ponoć głównie nie tyle obrazy, co szesnastowieczne tapiserie.

Z tego, co wiem, ostatnio przerzucił swoje zainteresowania na sztukę egzotyczną, głównie na tkaniny z wysp indonezyjskich. Zresztą na tym polu też już zdobył pozycję, bo wspomniane obiekty są wypożyczane na wystawy. Zresztą chętnie użycza swoją kolekcję, wielokrotnie korzystałem z jego hojności w dzieleniu się tym, co udało mu się przez lata zgromadzić.

Gdzie wielcy kolekcjonerzy przechowują swoje zbiory? Chyba nie w piwnicy?

Tego typu kolekcje zwykle powiększają się lawinowo, obrazy nie mieszczą się na ścianach, a potem także w magazynach. Piętrzą się wszędzie, domagają się uwagi i rozwagi - ale o tę ostatnią właśnie najtrudniej. Kolekcjonerstwo jest niezwykle wciągające i uzależniające. To właściwie narkotyczna gra z własnymi możliwości i propozycjami rynku. Ale kolekcja to też, tak naprawdę, wielki kłopot, przekleństwo logistyczne. Wielu trzyma zbiory we własnych domach, które są oczywiście specjalnie do tego przystosowane. I chronione. Znam kolekcjonera, który dopiero po latach zdecydował się na przebudowanie swojej piwnicy w rodzaj specjalnie zabezpieczonego magazynu, ze stałą wilgotnością, ze stałą temperaturą i konstrukcjami, na których można bezpiecznie przechowywać sztukę. Krzysztof Musiał, o ile mi wiadomo, nie przerobił piwnicy. Natomiast wypożyczając zbiory publicznym instytucjom, niejako muzea czyni „przechowalniami”. Na sopocką wystawę ściągnąłem obrazy z jego kolekcji wiszące w salach wystawowych w Toruniu, w Stalowej Woli, w Poznaniu czy w Kielcach. Zresztą przywożąc obrazy z tych placówek usłyszałem, że „ogałacam im stałą ekspozycję”, co tylko świadczy o tym, że mamy do czynienia z dziełami wybitnej klasy.

Sopocka wystawa to imponująca lista artystów. Jaki był klucz do skonstruowania tej ekspozycji?

Tytuł „Kolory przemian” jest nawiązaniem do poprzednich prezentacji kolekcji Musiała. Odnosi się też niejako do wystawy kolekcji Toma Podla, amerykańskiego kolekcjonera polskiego pochodzenia. Zgromadził równie imponujący zbiór obrazów, który, niestety, po jego śmierci uległ rozproszeniu. Był dla Krzysztofa Musiała wzorem kolekcjonera, zresztą panowie poznali się właśnie w PGS w Sopocie w 2002 roku. Tytuł nawiązuje też do różnorodności tej kolekcji. Ja, wybierając prace, szukałem po prostu rzeczy najlepszych. Chciałem też pokazać jego osobiste preferencje, a zatem zobaczymy całe serie obrazów Olgi Boznańskiej, Meli Muter, Konrada Krzyżanowskiego czy Andrzeja Wróblewskiego. Przyznam, że rozlokowanie ich wszystkich na dwóch poziomach sopockiej galerii nie będzie zadaniem łatwym.

Wystawa to osobiste preferencje kolekcjonera, ale i osobiste miłości kuratora.

Rzeczywiście, pewnie trochę i mnie widać w tej wystawie. Na niektórych rzeczach zależało mi bardziej niż na innych. W rozmowach z Krzysztofem Musiałem starałem się uzasadnić czemu ci, a nie inni.

Czemu ci, a nie inni?

Weźmy Alfonsa Karpińskiego. Wiem, że prawie na każdej aukcji pojawia się jego wazon z herbacianymi różami, czy inne kwiaty, ale to malarstwo zawsze zachwyca.

Akurat jego „Biały kotek”, który zobaczymy w Sopocie, jest chyba mniej znany.

Zależało mi też, by zaprezentować rysunki Aliny Szapocznikow, ale chciałem również, żeby było jak najwięcej prac Andrzeja Wróblewskiego.

Wybitnego malarza, który był inspiracją i przyjacielem Andrzeja Wajdy. Razem studiowali w krakowskiej ASP. Dzięki niemu, jego malarstwu Wajda zaczął kręcić filmy.

Tak, bo wiedział, że nigdy nie namaluje tak dobrych obrazów. W Sopocie nie było jeszcze, z tego co wiem, indywidualnej wystawy Wróblewskiego, więc zależało mi, żeby pokazać jak największy zbiór jego dzieł. W trakcie prac nad tą wystawą pojawił się jeszcze jeden interesujący wątek. Okazało się, że w kolekcji Musiała jest duża liczba autoportretów, a te najwyraźniej lubią i kolekcjoner, i kurator. Pokażemy autoportrety Boznańskiej, Wyczółkowskiego, Gersona, Karpińskiego. Podobnie jak kolekcjoner cenię sobie tę formę twórczości szczególnie, to, by tak rzec, wizytówka artysty, personalizacja dzieła, czy mówiąc banalnie, „danie twarzy”. Zwróciłbym również uwagę na dość niezwykły, secesyjny portret Xawerego Dunikowskiego namalowany przez Leopolda Gottlieba. Po pierwsze, jest szalenie interesujący w przedstawieniu postaci, Dunikowski siedzi oparty w fotelu, z rozłożonymi rękoma, kieruje na malującego niezwykle przenikliwe, a może i wrogie spojrzenie, a kosmyk włosów opada mu na czoło. To monumentalne ujęcie jest o tyle niezwykłe, że Dunikowski był bardzo niskiego wzrostu... Aż trudno uwierzyć, że robił tak gigantyczne projekty. Namalowany w Paryżu mało znany portret jest dowodem przyjaźni łączącej obu artystów. Ma też intymny rys. To zdecydowanie perełka tej kolekcji. Cymes.

Sztuka sprzed i po 1945 roku. Jak się zmieniły kolory na przełomie lat?

Dla wielu z tych malarzy, zwłaszcza kapistów, wojna nie była żadną cezurą. To właśnie pokaże sopocka ekspozycja. Doświadczenie wojny nie odcisnęło się w ich malarstwie, nie chcieli jej pokazywać w swojej sztuce. Może to naturalna reakcja: wyparcie. Mówił o tym niegdyś Mieczysław Porębski, który stwierdził, że wszyscy chcieli zapomnieć wojenny koszmar i mieli wielką wolę życia, życia od nowa. Wolne od traumy wojennej są nawet obrazy Artura Nachta--Samborskiego, artysty żydowskiego pochodzenia, który musiał zmienić nazwisko, który musiał, jak Mela Muter, się ukrywać, którego wojna doświadczyła tak boleśnie. Nie wszyscy przeżyli. W hitlerowskich obozach zginęli: Joachim Weingart, Henryk Epstein, Leon Weissberg. Roman Kramsztyk zginął w warszawskim getcie. Ich obrazy także zobaczymy na wystawie.

Która z tych prac jest szczególnie Panu bliska?

Lubię „Uliczkę w miasteczku francuskim” Marcina Samlickiego. Pociąga wspomniany portret autorstwa Gottlieba, ale i prace Konrada Krzyżanowskiego czy paryskie dzieło Hanny Rudzkiej--Cybisowej. Może trochę ze szkodą dla sylwetki kolekcjonera nie pokazuję młodej sztuki, którą Krzysztof Musiał też dość aktywnie się interesuje, organizując plenery studentom i zapraszając ich do swoich domów we Francji, Włoszech, Hiszpanii. Ale pomyślałem, że ta część zbioru to może pomysł na odrębną, także arcyciekawą prezentację.

Co powinniśmy wiedzieć o kolekcjonerze przychodząc na tę wystawę?

To niezwykle barwna osobowość. Inżynier, absolwent politechniki. Był na liście 30 najbogatszych Polaków. Początkowo bardziej interesowała go muzyka, i to od Wagnera po Rolling Stonesów, których poznał w 1970 roku, gdy pracował podczas organizacji ich tournée. Był mecenasem Metropolitan Opera w Nowym Jorku, wspierał wybitnych śpiewaków. To szeroki, otwarty umysł, jak bardzo, wystarczy zacytować listę ludzi goszczących w jego domu, spis ten podaje w katalogu wystawy jego przyjaciel, Jerzy Wojciechowski: „Przez domy Musiała w Polsce, Europie czy Indonezji przewinęły się setki osób, ludzi, dla których sztuka była zawsze najważniejsza. Artyści, historycy sztuki, filozofowie, kompozytorzy, muzycy, śpiewacy… Kogo on nie gościł, z kim się towarzysko nie spotykał! Cecilia Bartoli, Daniel Kotliński, Paul Esswood, José van Dam, Mariusz Kwiecień, Jadwiga Rappé, Jacek Dehnel, Krystian Lupa, Krzysztof Kolberger, Małgorzata Szczęśniak, Maria Poprzęcka, Krzysztof Warlikowski, Wojciech Fangor, Jan Tarasin, Stefan Gierowski, Teresa Pągowska, Jacek Sempoliński, Krzysztof Bednarski, Jan Dobkowski, Jarosław Modzelewski, Leon Tarasewicz, Wojciech Fibak...”.

Praca, która zainicjowała kolekcję?

Jak sam wspomina, akwarela Nikifora.

Wystawa „Kolory przemian. Malarstwo polskie z kolekcji Krzysztofa Musiała”. Wernisaż: 14 sierpnia, godz. 19:30. wystawa czynna do 22 listopada 2020 roku.

Podwyżka dla noblistów

Wideo

Materiał oryginalny: Wystawa w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie. Obrazy nie mieszczą się na ścianach, domagają się uwagi i rozwagi - Dziennik Bałtycki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3