Trójmiasto (nie)przyjazne mieszkańcom? Debata "Dziennika Bałtyckiego"

Kamil Kusier
Kamil Kusier

Wideo

Udostępnij:
Czy Trójmiasto jest przyjazne mieszkańcom? Na takie pytanie w trakcie piątkowej debaty "Dziennika Bałtyckiego" starali się odpowiedzieć dr Tomasz Larczyński - wiceprzewodniczący Nowej Lewicy w Gdańsku, Wojciech Wężyk - prezes stowarzyszenia Sopot Od Nowa oraz Andrzej Ługin - prezes Fundacji dla Gdańska i Pomorza, twórca serwisu Gdańsk Strefa Prestiżu. Przed jakimi wyzwaniami stoi władza samorządowa? Co powinno zmienić się w polityce lokalnej i ogólnopolskiej? Czy miasta wrócą w ręce tych, którzy je tworzą, czyli mieszkańców? Na te oraz inne pytania starali się odpowiedzieć uczestnicy debaty, próbując zdiagnozować przyczynę, dla której centra Gdańska, Sopotu i Gdyni stają się weekendowymi sypialniami.

Debata Dziennika Bałtyckiego. Trójmiasto przyjazne dla mieszkańców?

Czy Trójmiasto jest przyjazne mieszkańcom? To pytanie może zdawać się groteskowe, to jednak gdy spojrzymy na ścisłe centra trójmiejskich miast, można odnieść wrażenie, że choć pełne turystów, to z roku na rok stają się coraz mniej gdańskie, coraz mniej sopockie, coraz mniej gdyńskie. Z czego wynika taki stan?

- Trudno odpowiedzieć jednoznacznie, czy Trójmiasto jest przyjazne mieszkańcom - mówił dr Tomasz Larczyński wiceprzewodniczący Nowej Lewicy w Gdańsku. - Jeżeli chodzi o otoczenie, czy rynek pracy i patrząc, że jednak ludzie przyjeżdżają do Trójmiasta to tak. Problemem Gdańska jest za to polityka mieszkaniowa, w wyniku, której mieszkańcy przeprowadzają się na obrzeża. Jesteśmy po raporcie GUS, który pokazuje, że liczba mieszkańców miast się zmniejsza, rośnie natomiast liczba osób, które przeprowadzają się na wieś. Chodzi głównie o wsie przedmiejskie. W tym aspekcie dostrzegam dwa problemy. Po pierwsze, to brak polityki mieszkaniowej dla tzw. klasy średniej, która nie łapie się na próg dochodowy do mieszkania komunalnego, która nie ma pieniędzy na zakup mieszkania. Po drugie, to brak infrastruktury edukacyjnej. Jako ojciec dwójki dzieci mam z tym styczność każdego dnia. Nie można oczywiście negować tego, że ktoś marzy o swoim domu z ogrodem, jednak jeżeli ktoś wybiera blok na Kowalach, to nie dlatego, że marzył, aby mieszkać obok Szadółek, a dlatego, że na mieszkanie w centrum miasta nie było go stać.

Wojciech Wężyk, prezes stowarzyszenia Sopot Od Nowa zastanowił się nad tym, czym jest przyjazność.

- Z perspektywy Sopotu, miasta kompaktowego, które otoczone jest lasem i morzem, nie trudno powiedzieć, że jest przyjaznym miastem - zaznaczył Wojciech Wężyk. - Można też definiować tożsamość współtworzenia miasta i z tym już bywa różnie. Można zauważyć na przestrzeni wielu lat, że sopocian jest coraz mniej. Przyczyny ekonomiczne są podstawowe. Utraciliśmy także poczucie tego, że jesteśmy u siebie. Miasto straciło swojego ducha, straciło przestrzeń wspólną, w której mieszkańcy mogli się spotykać. Przed władzami samorządowymi olbrzymie zadanie, aby przyjaznością zarządzać w sposób właściwy, bo teraz kiepsko sobie z tym radzą.

Nieco inaczej na problem tego, czy Trójmiasto jest przyjazne do życia spojrzał Andrzej Ługin, prezes Fundacji dla Gdańska i Pomorza, a także autor serwisu Gdańsk Strefa Prestiżu.

- Czy Trójmiasto jest przyjazne? - pytał Andrzej Ługin - A jacy to mieszkańcy, którzy przyjeżdżają na weekend. Czy to ci, co mieszkają w ścisłym centrum miasta? Na to pytanie z całą pewnością inaczej odpowie mieszkaniec każdej dzielnicy. Ja bym zadał pytanie inaczej i zapytał, czy miasto jest uciążliwe dla mieszkańców? Patrząc z tego punktu widzenia, jako człowiek, który porusza się komunikacją miejską, żyje w aglomeracji trójmiejskiej, to miasto jest uciążliwe. Można się czuć jak na dzikim zachodzie. Jedna trasa śródmiejska, obwodnica czy SKM nie sprawia, aby Trójmiasto było przyjazne. Mieszkańcy z powodów finansowych są zmuszani do tego, aby wyprowadzać się na rubieża, choć praca, którą wykonują odbywa się w centrach miast. Gdzie tu miejsce na przyjazność dla mieszkańców?

Komunikacja w Trójmieście. "SKM to dziedzictwo PRL"

Do problemu komunikacji miejskiej odniósł się m.in. Tomasz Larczyński, który przyznał, że środkiem komunikacji, który mógłby usprawnić ruch w Trójmieście mogłaby być Szybka Kolej Miejska.

- SKM to dziedzictwo PRL - dodał Tomasz Larczyński. - Dziedzictwo PRL, które mogłoby być jednak spoiwem budowy Trójmiasta bez samochodu. Wystarczy kupić nowy tabor, dogęścić połączenia, dostosować pociągi adekwatnie do ruchu. Można je również przyspieszyć, aby ułatwić podróżowanie pomiędzy Gdynią a Gdańskiem.

Dlaczego jednak mieszkańcy opuszczają centra Gdańska, Sopotu i Gdyni? Czy władze samorządowe straciły kontrolę nad tym, co dzieje się w ich miastach? Miastach, w których prym wiedzie najem krótkoterminowy, niekiedy kosztem wieloletnich mieszkańców danej dzielnicy.

- Najem krótkoterminowy to cichy zabójca miasta - mówił Wojciech Wężyk. - Nasi włodarze za sukces przyjmowali sytuacje, w której rosła cena za metr kwadratowy mieszkania. Nie jest tak. Zarządzając miastem powinno się dążyć do harmonii. Mieszkańcy przestali się czuć jak u siebie.

O tym, że miasta straciły kontrolę nad własnym podwórkiem powiedział z kolei Andrzej Ługin.

- Miasta straciły kontrolę w chwili, gdy do Gdańska, Sopotu i Gdyni zaczęli masowo przyjeżdżać turyści, a baza hotelowa po PRL czy socjalistyczna nie wystarczyła - mówił Andrzej Ługin. - Zaczęły powstawać miejsca na krótkoterminowy najem i miasto się poddało. Zaczęto dalej w to brnąć, ale już z deweloperami. Problem nie dotyczy tylko Gdańska, ale także i innych miast turystycznych, nawet i w Europie jak Amsterdam, Berlin czy Barcelona. Ewenementem w tej skali jest jednak Sopot, który wyludnia się z mieszkańców. Gdańsk również został zdewastowany najmem krótkoterminowym i jest to wina władz miasta i sposobu zarządzania miastem, naszym miastem. Wyrzuca się mieszkańców, którzy mieli mieszkania komunalne na obrzeża, tworząc enklawy turystyczne. Szacuję, że w centrach miast ok. 80 procent ludzi, to mieszkańcy weekendowi, którzy przyjechali się zabawić lub przejść po Gdańsku.

Zdaniem Tomasza Larczyńskiego już traktowanie turystyki, jako głównego źródła utrzymania miasta, to błąd.

- Oczywiście, turystyka ma swoje miejsce w palecie przychodów, ale nie oczekujmy, że 2-3 miesiące sezonu dają stabilny model rozwoju miasta - dodał dr Tomasz Larczyński. - Głównym jego elementem powinni być mieszkańcy i to tacy, którzy zostaną w danym mieście na stałe. Straciliśmy kontrolę nad centrami miast. Oddanie majątku komunalnego prawie za darmo było nieuniknione, ale było to przeprowadzone w sposób niewłaściwy. Dla przykładu w Gdańsku 7 procent mieszkań to mieszkania komunalne, w Berlinie jest to już 20 procent, a proszę sobie wyobrazić, że we Wiedniu, jest to już 60 procent i miasto to dzisiaj się rozwija. W ostatnim czasie liczba jego mieszkańców wzrosła do prawie 2 milionów. Widać, że taka polityka nie stoi w sprzeczności do rozwoju miasta. Po wejściu do Unii Europejskiej, Gdańsk zaczął rozwijać się gospodarczo. Już wtedy trzeba było postawić na budowę mieszkań komunalnych, które stanowiłyby lewar do zrównoważenia cen najmu komercyjnego oraz cen kredytów hipotecznych. W Gdańsku mieszkania komunalne traktuje się jako narzędzie dla osób z wykluczeniami, a nie dla klasy średniej. Winny jest tutaj również rząd, gdyż nie zapanował i nie kontroluje rynku najmu krótkoterminowego.

ZOBACZ TEŻ: Problemy Gdyni z rynkiem nieruchomości. Śródmieście się wyludnia, mieszkańcy wyprowadzają się do gmin ościennych

Tomasz Larczyński jako przykład wskazał jedną z klatek w Gdańsku Wrzeszczu, która w całości została wykupiona przez inwestorów, którzy przekształcili ją na najem krótkoterminowy, doprowadzając do sytuacji, w której nikt dzisiaj tam nie mieszka.

Nieco inaczej na sprzedaż majątku komunalnego spojrzał Andrzej Ługin.

- Sprzedaż majątku komunalnego za 1 procent to dobry ruch - dodał. - Zawsze istnieje ryzyko pojawienia się patologii i wykorzystywania systemu, ale wiele osób, dzięki temu mogło otrzymać mieszkanie i chwali sobie to teraz. Sam mieszkam w podobnej spółdzielni, w większości ci ludzie, którzy przed laty otrzymali mieszkania, nadal w nich mieszkają. To w dużej mierze emeryci, którzy przejęli mieszkania robotnicze, a których nie było stać na zakup mieszkania czy wynajem po cenach rynkowych. Jaki jest Gdańsk w poleganiu na gospodarce mieszkaniowej, na gospodarce najmu krótkoterminowego, widzieliśmy rok i dwa lata temu podczas pandemii. Nikt tu nie przyjeżdżał, sam szukałem ludzi na Głównym Mieście, którzy ledwo co przemykali ulicami. To biadolenie restauratorów, punktów usługowych, że nikt do Gdańska nie przyjeżdża, że nikt w centrum nie mieszka. No tak, zrobiono wszystko, aby mieszkańców z centrum się pozbyć.

Mieszkańcy Trójmiasta podkreślają, że tęsknią za miastami sprzed lat. Między innymi w Śródmieściu wskazują na to, że choć niektóre budynki były w gorszym stanie, to jednak w zdecydowanie lepszej kondycji byli mieszkańcy. Dzisiaj przychodzi im walczyć o spokój, m.in. wobec uruchamianych kolejnych dyskotek, czy też klubów nocnych, jak m.in. przy ul. Powroźniczej.

- Taka tęsknota jest naturalna i wynika z wspomnień z młodości, z czasów, gdy było się pełni sił, gdy wydawało się wszystko prostsze - mówił Wojciech Wężyk. - To wpływa na to, jak oceniamy rzeczywistość. Widać to również w Sopocie. Tęsknota za minionym czasem. Chodzi o sąsiedzkość, bliskość. Ludzie się znali, spotykali się, przecinali się w przestrzeni miejskiej, to jest tzw. marketing sentymentu. Chodzi o to, że ludzie mają potrzebę życia stadnego. Chcemy się spotykać, znać, mieć przestrzeń dla siebie. Na przykład Sopotu to doskonale widać. Dolny Sopot to takie umowne centrum, obarczone tragicznymi konsekwencjami zbyt wielkiej liczby turystów. Górny Sopot, zachował taką swoją idylliczność. Spotykamy się nadal na spacerach, mamy warzywniak, co na w drugiej części miasta nie jest wcale takie oczywiste. Znamy się wciąż, lubimy się pozdrowić, rośnie dzięki temu poczucie przynależności do wspólnoty. W centrach miast jest to zaburzone, a w tym zaburzeniu pojawiają się patologie. Spacerując Monciakiem, zapewniam, że co najmniej kilkanaście razy będziemy nagabywani, czy nie chcemy wejść do klubu ze striptizem. Nie da się przejść deptakiem spokojnie, aby nie być zaczepionym. Brakuje tu jednak rozwiązań systemowych. Nie odpowiada za to władza samorządowa, ale i od niej można na tym poziomie oczekiwać jakiś działań doraźnych i operacji, aby robiły więcej niż się robi do tej pory.

Trójmiasto przyjazne mieszkańcom? Andrzej Ługin: "Kiedyś dzielnice były małymi miastami"

O tym, że dawniej było lepiej, wspomniał także Andrzej Ługin, który odniósł się do swojego przykładu.

- W Gdańsku mieszkam od 46 lat - dodał Andrzej Ługin. Pamiętam dawne czasy, pamiętam, że dzielnice były takimi małymi miastami. Orunia, Biskupia Górka, czy Stogi, które zachowały dzisiaj odrobinę tego klimatu. Na dzielnicy można było załatwić wszystko. Od narodzin, bo były szpitale, po pogrzeb. W Dolnym Mieście żyło się wyjątkowo dobrze. Moja babcia, która tam mieszkała nie musiała nigdzie wyjeżdżać. Wszystko mogła załatwić w jednym miejscu i sobie to chwaliła. Sporo zmieniło się po przemianach ustrojowych. Wpływ na to miała też likwidacja zakładów produkcyjnych, które trzymały społeczność. Ludzie pracowali w końcu tam, gdzie mieszkali. Dzisiaj Gdańsk stara się tworzyć domy sąsiedzkie, ja wolę spotykać się z ludźmi na ulicy, w trakcie spaceru. Nie potrzebuję do tego z góry określonego schematu czy instytucji.

ZOBACZ TEŻ: Sopot się wyludnia. GUS opublikował nowe dane, w pierwszym półroczu 2021 liczba mieszkańców spadła

Andrzej Ługin, podobnie jak Wojciech Wężyk w Sopocie, zwrócił uwagę na problem z Drogą Królewską w Gdańsku, która w jego ocenie powinna być wizytówką miasta, a została sprowadzona do "zwykłej ulicy burdelowej".

- Oczekiwałbym wzmożonej reakcji służb publicznych, władz miasta - podkreślił Andrzej Ługin. - Może władze samorządowe, zamiast spotykać się z właścicielami lokali, chodzić na imprezy deweloperów, zajęłyby się w końcu sprawami mieszkańców. Ja wiem, że to są ogromne pieniądze, a samorządowiec też człowiek i chce zarobić, ale nie tędy droga.

Tomasz Larczyński wskazał z kolei na to, że miasta przestały pozyskiwać mieszkańców.

- Pozyskujmy mieszkańców i dbajmy o nich, zwłaszcza o rodziny z dziećmi - mówił Tomasz Larczyński. - To grupa społeczna, która się mało przeprowadza. Daje szansę, że zostanie w tym miejscu, w którym osiadła. Miasto powinno stworzyć też szansę dla tych dzieci, aby maksymalnie w promieniu 2 kilometrów od miejsca zamieszkania znajdował się żłobek lub przedszkole, publiczne w dodatku, do którego się dane dziecko na pewno dostanie. Druga sprawa to place zabaw. Gdańsk to w mojej ocenie najgorsze miasto w tym kontekście. We Wrzeszczu, gdzie mieszkam, w promieniu 1-2 kilometrów znajduje się tylko jedna huśtawka. Była druga, ale została zdemontowana. Wykorzystajmy miejskie parki, przestrzeń zieloną do stworzenia placów zabaw dla całych rodzin. Skupmy się w końcu na mieszkańcach.

Wojciech Wężyk przyznał, że drogą jaką powinny zmierzać władze samorządowe, jest zwrócenie miasta mieszkańcom.

- W przypadku Sopotu nie ma takiego poczucia, aby miasto należało do mieszkańców - dodał Wojciech Wężyk. - To miasto turystów, a mieszkańcy są jak Indianie w rezerwacie. Zgodzę się z tym, że kluczowe jest przywrócenie miast mieszkańcom. Miasta nie są własnością władzy, nie są własnością funduszy inwestycyjnych, banków czy firm. Są własnością zwykłych ludzi, którzy zdecydowali się w danych ośrodkach mieszkać.

Zdaniem Andrzeja Ługina miasta zapomniały również, że mieszkania komunalne mogą stanowić zarobek i wpływ do budżetu miasta.

- Gdańsk tego nie wykorzystuje - zaznaczył Andrzej Ługin. - Mieszkania i budynki komunalne, to najbardziej zaniedbane lokalne w Gdańsku. Miasto czasami remontuje te budynki, ale wcześniej wysiedla wszystkich mieszkańców. Tak było przy ul. Łąkowej, tak było przy ul. Królikarnia, gdzie wysiedlono gdańszczan, odnowiono budynek i pozwolono, aby został przejęty przez korporacje, które przekształciły go w budynek z najmem krótkoterminowym.

Debata DB. Tomasz Larczyński: "Realizowanie potrzeb mieszkańców, to obowiązek gminy"

Wszyscy uczestnicy debaty przyznali zgodnie, że Gdańsk nie potrafi zarządzać mieszkaniami komunalnymi. Tomasz Larczyński wskazał na bazie oficjalnych wypowiedzi władz miasta, iż władze Gdańska nie dostrzegają, że lokale komunalne mogą stanowić świetną inwestycję.

- Realizowanie potrzeb mieszkańców, to obowiązek gminy - dodał Tomasz Larczyński. - Zachowały się w Gdańsku wyspy, gdzie udział mieszkań komunalnych jest wysokie. Tam nie ma problemu z wyludnianiem. Występuje zwarta tkanka miejska. Wynajem krótkoterminowy nie jest zły. Robi się zły, gdy przekracza skalę, która powoduje wyludnianie się miasta.

Wojciech Wężyk przyznał, że w tym przypadku niezbędny jest balans, aby nie popaść w skrajność.

- Władzom samorządowym brakuje spojrzenia długofalowego - podkreślił Wojciech Wężyk. - Politycy patrzą z perspektywy wyborczej, która nie raz nie pozwala na to, aby rozwinąć zdolność myślenia strategicznego. Władze powinny się zastanowić, co chcą zostawić następnym pokoleniom.

Choć wszyscy goście debaty zgodnie przyznali, że potrzeba zmian systemowych, to krok w stronę mieszkańców wykonała także władza samorządowa, uchwalając m.in. uchwałę antyhałasową oraz zakazującą sprzedaży detalicznej alkoholu.

- Piękne są te uchwały, tylko problem rodzi się wtedy, gdy trzeba je egzekwować - mówił Andrzej Ługin. - Egzekwować z pełną surowością. Z tym jest gorzej. Takim przykładem w Gdańsku jest także sprawa śmieci, sprawa nierozwiązywalna. Właściciele knajp podrzucają odpady mieszkańcom, ci skarżą się do miasta, a miasto nakłada na mieszkańców kary, bo śmieci nie są posegregowane. Błędne koło, podobnie jak zaśmiecona Wyspa Spichrzów. Tak samo jest z systemem płatnego parkowania, który w Gdańsku jest patologiczny, przez co turyści nagminnie wjeżdżają na prywatne podwórka, w efekcie czego mieszkańcy zaczęli budować płoty, stawiać szlabany, dzielić się. W kontekście uchwały antyhałasowej, mogę życzyć miejskim urzędnikom powodzenia w jej egzekwowaniu, zwłaszcza w ujęciu stoczni. Zresztą nie trzeba szukać daleko. Mamy uchwałę krajobrazową, od której są wyjątki i jakoś się nic nie dzieje. Uchwały swoje, egzekucja swoje, a miasto swoje i tak się ganiamy od kilkudziesięciu lat.

Zdaniem Tomasza Larczyńskiego wprowadzanie tego typu uchwał, to łatanie spodni, któe trzeba wymienić.

- Uchwały porządkowe należy przenieść na rady dzielnic, które powinny mieć prawo do tego, aby dbać o swoje najbliższe sąsiedztwo - dodał dr Tomasz Larczyński. - Dzisiaj widzimy, że ruchu turystycznego nie trzeba już wspierać, a hamować. Rady dzielnic z całą pewnością mogłyby działać szybciej i prewencyjnie, niż Rada Miasta Gdańska, której działania ciągną się przez lata.

Przyjęcie uchwał jako pewnego rodzaju pilotaż, pochwalił natomiast Wojciech Wężyk, który dodał, że obserwując działania samorządu można odnieść wrażenie, że leczy się skutki, niekoniecznie znając przyczynę choroby.

- Miasto tworzy problemy, a potem nie wie jak je wyprowadzić na prostą - mówił Andrzej Ługin.

Jaka jest recepta na pogodzenie interesu mieszkańców i turystów?

- Urzędnicy powinni zacząć pracować, należycie wykonywać swoje obowiązki - odpowiedział Andrzej Ługin.

- Zadowoleni mieszkańcy, to zadowoleni turyści - podsumował Tomasz Larczyński.

Wojciech Wężyk spuentował dyskusję jakże celnym zdaniem, że miasta są dla mieszkańców. I to te słowa można z całą pewnością potraktować jako wskazówkę dla władz samorządowych.

Czy Trójmiasto jest przyjazne mieszkańcom? Czy władze samorządowe znajdą odpowiedź na pytanie, czy ich mieszkańcy mogą się czuć zadowoleni z miejsca, w którym przyszło im dzisiaj żyć?

Problem wyludniania się centrów miast coraz wyraźniej zaznacza się w Gdańsku, Sopocie i Gdyni. To dobry moment dla lokalnych polityków, na zmianę postrzegania Trójmiasta jako sypialni na weekend, a rozpoczęcie postrzegania miast, jako miejsc otwartych na mieszkańców.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Materiał oryginalny: Trójmiasto (nie)przyjazne mieszkańcom? Debata "Dziennika Bałtyckiego" - Gdańsk Nasze Miasto

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie