„Szkoły są zostawione na pastwę losu”. Rodzice i nauczyciele zdradzają, jak po 1,5 roku pandemii radzimy sobie ze zdalnym nauczaniem

Magdalena Konczal
Magdalena Konczal
"Szkoły są zostawione na pastwę losu" - mówi mama ucznia warszawskiego liceum. Rodzice i nauczyciele zdradzają, jak po 1,5 roku pandemii placówki radzą sobie ze zdalnym nauczaniem.
"Szkoły są zostawione na pastwę losu" - mówi mama ucznia warszawskiego liceum. Rodzice i nauczyciele zdradzają, jak po 1,5 roku pandemii placówki radzą sobie ze zdalnym nauczaniem. Fot. Lukasz Kaczanowski/Polska Press
Udostępnij:
Ministerstwo Edukacji i Nauki podaje dane. Z dnia na dzień przybywa szkół, które przechodzą na zdalne lub hybrydowe nauczanie. Kiedy jedna klasa wraca do nauki w budynku, kolejna rozpoczyna zajęcia online – i tak w kółko. Tymczasem minister zdrowia sprawę stawia jasno. Mówi: „Szkoły muszą być otwarte za wszelką cenę”. Jak wielka to będzie cena?

Zdalne nauczanie reaktywacja – czyli historia o chaosie i niepewności

Brak odpowiedniego sprzętu, problemy z logowaniem się do Teamsów po miesiącach nauki stacjonarnej, żmudne zgłaszanie uczniów do Sanepidu czy nieoczekiwane powiadomienia na Librusie: „od jutra nauka zdalna” – oto rzeczywistość wielu polskich szkół.

W szkołach podstawowych liczby wyglądają następująco:

  • 92% (27 października)
  • 90,2% (28 października),
  • 89,4% (29 października),
  • 93,3% (2 listopada),
  • 89,9% (3 listopada)

– tak rozkłada się procentowy wykaz placówek, które uczą się w trybie stacjonarnym. To sinusoida: po tendencjach spadkowych następuje wzrost, później znów spadek. Nie inaczej jest w przypadku szkół ponadpodstawowych:

  • 92,5% (27 października),
  • 90,7% (28 października),
  • 89,8% (29 października),
  • 94% (2 listopada),
  • 90,9% (3 listopada)*

I chociaż minister Czarnek zapewnia: „dopóki to możliwe, a póki co nie jest przewidywana zmiana, nauka stacjonarna będzie kontynuowana”, to tak naprawdę rodzice, uczniowie, nauczyciele i inni pracownicy oświaty nie wiedzą, czego się spodziewać. Sytuacja jest bardzo dynamiczna. Trzeba być w gotowości. Najlepiej wiedzą o tym ci, których dzieci co chwila lądują na kwarantannie.

Ale zostawmy na boku liczby czy zapewniania polityków i oddajmy głos osobom, które obecnie muszą mierzyć się z wyzwaniem, jakim jest przechodzenie na naukę zdalną. Czy po półtorarocznym okresie pandemii udało się stanąć na wysokości zadania i zorganizować idealne nauczanie online? Odpowiedź jest jedna: to zależy.

– Szkoły są zostawione na pastwę losu – mówi Marta**, mama ucznia jednego z warszawskich liceów – U mojego syna klasa jest podzielona na grupy językowe, mają zajęcia międzyklasowe. W jednej z grup wykryto zakażenie. Wieczorem, pocztą pantoflową i przez Librusa szkoła próbuje przekazać informację, która część osób ma zostać w domu, a która nie. Nazajutrz zmieniają się proporcje, bo okazuje się, że któryś nauczyciel miał kontakt z zakażonym i z inną częścią klas. Jeden wielki chaos – komentuje.

I dodaje: – To jest nie do opanowania, więc albo przestańmy udawać, że przestrzegamy jakichkolwiek zasad, albo zamknijmy szkoły.

Z jeszcze większym wyzwaniem muszą mierzyć się dzieci z najmłodszych klas, zwłaszcza te, które dopiero zaczynają swoją przygodę ze szkołą.

– Przedwczoraj dostaliśmy wiadomość, że w klasie córki jest zarażone dziecko. Dziś dzień dyrektorski, więc nauka zdalna zaczyna się jutro – opowiada Żaneta, mama pierwszoklasistki i dwóch starszych chłopców, mieszkająca w województwie śląskim. – Ja to już przerabiałam w zeszłym roku trzy razy, więc spodziewałam się, że i w tym będzie podobnie. Mnie ratuje doświadczenie, ale widzę, że rodzice innych pierwszaków są niepewni, jak to będzie wyglądało. Do tego córka zaczęła kaszleć, w przychodni kolejki, nie wiem, czy uda się umówić na teleporadę. Bracia mojej córki również muszą zostać w domu, ale nie będą mieć zdalnych lekcji.

Z kwarantanny na kwarantannę – czyli jak radzą sobie nauczyciele i dyrektorzy

Z jednej strony są rodzice, którzy muszą mierzyć się z chaosem i przeorganizowywaniem całego życia, gdy ich dziecko przechodzi na zdalne nauczanie, a z drugiej nauczyciele i dyrektorzy, którzy w IV fali COVID-19 przyjmują rolę nie tylko edukatora, ale także specjalisty w wielu innych dziedzinach. Wolne weekendy przeznaczają na wklepywanie danych do systemu, informowanie rodziców o przypadkach zakażeń czy ponowne zaprzyjaźnianie się z formą nauczania online.

O „lawirowaniu pośród kwarantann” wspomniał dyrektor placówki na warszawskim Bemowie i twórca bloga „Wokół Szkoły”:

– „Właśnie dostałam info o kolejnym zachorowaniu. Wykończona jestem!” – napisała moja koleżanka w grupie messengerowej dyrektorów szkół STO. Była sobota wieczorem, długi weekend. Mnie dobry los udzielił amnestii na jeszcze jedną noc i złe wiadomości przyniósł dopiero w niedzielny poranek. Może dlatego, że w sobotę przezornie nie otwierałem e-maili. Piszę niniejsze w poniedziałek. Już wiem, że na czwartoklasistów, którzy szczęśliwie powracają do szkolnych ławek, czekać będzie dużo wolnej przestrzeni. Do klas piątych, które będą kontynuować kwarantannę jeszcze przez tydzień, dołączyły szóste, siódme, ósme, liceum oraz większość klas najmłodszych. Cały ten Armagedon za sprawą dwojga pozytywnych nauczycieli i kilkorga dzieci – pisze Jarosław Pytlak.

A w rozmowie z nami dodaje: – W obecnych warunkach w polskiej szkole dla zdecydowanej większości uczniów lepsze jest najgorsze nauczanie stacjonarne niż najlepsze zdalne.

Wykończone są także inne osoby zarządzające placówkami oświatowymi. Jedną z nich jest Robert Górniak – wicedyrektor i nauczyciel w Zespole Szkół Prywatnych „Twoja Przyszłość” w Sosnowcu.

– Procedura zgłaszania zakażenia do Sanepidu jest żmudna, a formularz do wpisywania danych mało przyjazny – mówi. – Nie można kopiować danych z listy przygotowanej wcześniej w Excelu czy Wordzie, bo na wszystko są osobne pola. Mam też wrażenie, że część danych wprowadza się niepotrzebnie, np. numer telefonu rodzica. Ostatecznie to szkoła powiadamia rodziców o kwarantannie dzieci, a nie Sanepid, więc po co to wpisywać? Przez ostatnie trzy dni spędziłem ładnych kilka godzin na wpisywaniu danych, a można by to zrobić w godzinę.

Wspomina też o plusach: dobrze wykwalifikowane pracownice Sanepidu, które są w stanie szybko udzielić informacji i rozwiać wszystkie wątpliwości.

Nie tylko dla dyrektorów, ale także dla nauczycieli nauka zdalna wciąż stanowi spore wyzwanie. Powód? Stary sprzęt lub całkowity brak dostępu do komputerów.

– Dotychczas pojedyncze klasy przechodziły na naukę zdalną – mówi Anna, nauczycielka ze szkoły podstawowej w województwie pomorskim. – Problemem jest dostęp do Teamsów na komputerach szkolnych. Jest tylko kilka takich komputerów i gdy w jednym czasie jest więcej lekcji zdalnych, niż sprzętu, to nie ma jak poprowadzić zajęć. Poza tym komputery są powolne, więc zanim się wszystko uruchomi, to mija czasem nawet 10-15 minut. Można na nich otwierać jedynie najpotrzebniejsze strony, nie nadają się do skomplikowanych prezentacji.

Do tego wszystkiego dochodzi chaos, który zdecydowanie nie sprzyja przechodzeniu na zdalne nauczanie.

– Żona jest językowcem – mówi Adam, który pracuje w oświacie. – 1 listopada o godzinie 21.00 na dziennik elektroniczny dostaje informację, że pięć oddziałów w jej szkole przechodzi na zdalne nauczanie. I co? Wszystko musiała zrobić sama: podział uczniów na grupy w Teamsach itd. Skończyła pracę po dwóch godzinach… Gdyby nie wymaganie połączenia dziennika elektronicznego z telefonem, nawet by się o tym nie dowiedziała, bo kto takie rzeczy sprawdza wieczorem.

Jasna strona zdalnego nauczania – czyli przygotowanie na każdy scenariusz

Nie można jednak zapominać, że niedziałający system, słaby sprzęt i brak organizacji w przeprowadzaniu zajęć online, to nie jedyna strona zdalnego nauczania w Polsce. Wiele szkół odrobiło lekcję sprzed ponad roku. Przeszkoleni nauczyciele, korzystanie z nowych technologii czy sprawne przechodzenie w tryb niestacjonarny to efekt pracy wielu osób.

– Muszę się pochwalić, że przy pierwszym lockdownie przygotowaliśmy i przetestowaliśmy wszystkie niezbędne rozwiązania, później poprawiliśmy to, co wymagało dopracowania, więc w tym roku od początku byliśmy gotowi na każdy scenariusz – mówi Robert Górniak. – Mamy własną platformę Moodle, na której każda klasa ma dostęp do swoich przedmiotów, tam są zostawiane materiały i linki do wideotransmisji. Przejście na naukę zdalną w tych kilku tegorocznych przypadkach kwarantanny poszło sprawnie.

Na wieść o zdalnym nauczaniu entuzjastycznie reagują też niektóre dzieci – i wcale nie dlatego, że będą mogły dłużej pospać czy zasiąść do nauki w piżamie.

– U nas na razie bez zdalnego nauczania, chociaż syn nie może się go doczekać. Wcześniej organizowaliśmy mu lekcje „w terenie”, zabieraliśmy laptopa na działkę czy wyjeżdżaliśmy na kilka dni na wieś. Syn cieszył się, że ma dla siebie całe biurko, nikt go nie szturcha, nie przeszkadza, nie popycha. Nie pozwalałam mu siedzieć w piżamie czy leżeć na łóżku podczas lekcji, za to w przerwach mógł pobawić się z psami lub poćwiczyć – mówi Agnieszka, mama ucznia gdańskiej szkoły podstawowej.

Niektórzy rodzice czas nauki zdalnej traktują jako moment, w którym ich dzieci mogą zdobyć nowe kompetencje.

– Patrzę na doświadczenia z nauką zdalną w kategoriach rozwijania u dzieci umiejętności, związanych z IT. Uważam, że lepiej przeczekać trudny czas, niż ryzykować – mówi Magdalena, mama ucznia, uczęszczającego do szkoły w województwie lubelskim. – U nas samo przechodzenie na naukę zdalną odbywało się płynnie, przesłano nam wytyczne, dotyczące zajęć online. Mój syn czekał na taką informację, bo lubi zdalne nauczanie. Ja jako rodzic szanuję jego wybory, oczywiście w ramach zdrowego rozsądku.

Spojrzenie w przyszłość – czyli szansa, którą trzeba wykorzystać

Zdalne i hybrydowe nauczanie – czy tego chcemy, czy nie – w różnym zakresie zadomowiły się we współczesnej rzeczywistości. Warto więc spojrzeć w przyszłość z nadzieją, ale też z rozsądkiem. System zgłaszania uczniów na kwarantannę, funkcjonowanie sprzętu szkolnego czy dbanie o dobrostan psychiczny dzieci, uczących się przed komputerami to konkretne wyzwania, przed którymi dziś stajemy.

Można wierzyć w zapewnienia, że nauka stacjonarna będzie trwała wiecznie i zasłaniać oczy na problemy, z którymi prędzej czy później przyjdzie się zmierzyć konkretnym szkołom, rodzicom i uczniom. Ale można też wyciągnąć wnioski, przeanalizować minione miesiące i okiełznać chaos, panujący w placówkach. Wszystko to z myślą o dyrektorach, nauczycielach, ale przede wszystkim o uczniach, bo to przecież o ich dobro chodzi w edukacji. Jakakolwiek by ona nie była.

*Wszystkie dane pochodzą z informacji przekazanych przez Ministerstwo Edukacji i Nauki.
**Niektóre imiona na prośbę naszych rozmówców zostały zmienione.

Mocna pozycja kobiet w polskim świecie naukowców i inżynierów.

Wideo

Materiał oryginalny: „Szkoły są zostawione na pastwę losu”. Rodzice i nauczyciele zdradzają, jak po 1,5 roku pandemii radzimy sobie ze zdalnym nauczaniem - Strefa Edukacji

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie