Proste chodniki to za mało. Felieton Wojciecha Wężyka

Wojciech Wężyk
Proste chodniki to za mało. Felieton Wojciecha Wężyka
Proste chodniki to za mało. Felieton Wojciecha Wężyka Przemysław Świderski
Szarzyzna, Katar i inflacja, to trzy tematy, które przewijają się w niemal każdej rozmowie, zaczynającej się lub kończącej usankcjonowanym kulturowo marudzeniem. Na pytanie, co u ciebie? – niemal zawsze słychać sakramentalną odpowiedź: „a daj spokój… wstawać się nie chce, nasi znowu przegrali, ceny nie spadają”.

Narzekanie to dyscyplina, w której rzeczywiście jesteśmy nie do pobicia. Wyobrażam sobie nawet takie międzynarodowe Mistrzostwa Żalu. Bez względu na reguły, jakie miałyby obowiązywać zawodników, jestem tu pewien podium dla naszej reprezentacji. Nurtuje mnie tylko pytanie, czy na pewno potrafilibyśmy się cieszyć z tego zwycięstwa?

No cóż, nie da się ukryć, że pesymiści mają swój moment chwały, co zresztą jest paradoksem samym w sobie. A nie mówiłem! – mogliby przecież wykrzyknąć widząc porażkę naszej jedenastki, czy wciąż szalejącą inflację, ale nawet taka drobna satysfakcja nie bardzo im przystoi. Realiści dodają, że wszystkiemu jest winny brak witaminy D, który można, a nawet powinno się suplementować zimową porą, gdy próżno wypatrywać słońca w odmętach mgły. Optymiści analizują to, co dzieje się wokół, w nadziei na znalezienie drogi do sukcesu. Tych jest najmniej.

„Nie da się”, to zwrot, który słyszałem już tysiące razy, dyskutując o sprawach mojego miasta. Jest on tak samo nieprawdziwy jak hasło reklamowe jednej z firm: Niemożliwe nie istnieje – które wyświetla się na stadionowych bandach w Katarze, dodając animuszu piłkarzom. To dwie skrajności, które rzadko odmieniają rzeczywistość. Nie wszystko jest bowiem możliwe, jak surowo uczy nas życiowe doświadczenie. Natomiast da się próbować.

I tu tkwi prawdziwy klucz do sukcesu.

Ale, żeby takie próby miały sens, to trzeba je podejmować zgodnie z regułami współczesnej gry: sportowej, społecznej, ekonomicznej. Pierwszym krokiem w dobrym kierunku jest to, co w biznesie nazywa się audytem, a co mądrzy ludzie zwykli definiować jako zdolność do stanięcia w prawdzie. Czyli umiejętność ocenienia jaka jest moja, nasza, obecna sytuacja, ale tak bez ściemniania.

Trzymając się spraw miejskich, raz do roku takiej próbie jest poddawana każda władza samorządowa na mocy ustawy, która zmusza ją do przedstawienia podsumowania dokonań. Niestety, to co trafia w konsekwencji do mieszkańców, to lista samych sukcesów poprzedzona wstępem, który zwala winy na innych. W opinii prezydentów i burmistrzów, wszystko jest cacy i nie ma miejsca na refleksję. Zainteresowanych odsyłam do odpowiednich dokumentów, chociaż jest to strata czasu.

Drugi etap sukcesu to budowanie zespołu. Jak jest on krytyczny, widać doskonale podczas mundialu. Nawet najlepsza gwiazda nie jest w stanie samodzielnie ograć przeciwnika, sprostać wszystkim wyzwaniom. W biznesie takie rozumowanie jest oczywiste, a co ciekawe, liderami zespołów nie zostają ci, którzy mają największą wiedzę merytoryczną, ale ci, którzy potrafią współpracować w poprzek z dawna ustalonych reguł czy obszarów kompetencji. Tymczasem w samorządach, wciąż niestety króluje zasada jedynowładztwa. Może dlatego wszystkie projekty wykraczające poza dane miasto, to zazwyczaj porażka naszych włodarzy.

Jest też wreszcie kwestia trenera - prezydenta. Takiego, który ma ambicję wygrywać z najlepszymi lub takiego, co liczy na to, że jakoś uda mu się przedłużyć kadencję. Osoby skoncentrowanej na budowaniu zespołu, a nie własnego wizerunku. Kogoś, kto jest świadomy nowoczesności, jej atutów i zagrożeń. Kto ma ambicje wykraczające poza własne ego i potrafi krytycznie spojrzeć na swoje wcześniejsze dokonania. Taki trener nie będzie się cieszył wyjściem z grupy, tak jak prezydenta miasta nie powinny satysfakcjonować proste chodniki i czyste ulice. Bo to zwyczajnie za mało.

A kibice, czyli wyborcy? Cóż, jak zawsze pozostają wierni i pełni nadziei na to, że tym razem się uda. Tyle, że się nie udaje. Może dlatego, że wciąż bardziej niż w trenera, wierzymy w łut szczęścia, pogrążeni wspomnieniami dawnych sukcesów.

ZOBACZ TEŻ:

Niezrównoważony Sopot. Felieton Wojciecha Wężyka

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Jak bezpiecznie jeździć zimą - radzi Miko Marczyk!

Materiał oryginalny: Proste chodniki to za mało. Felieton Wojciecha Wężyka - Dziennik Bałtycki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na sopot.naszemiasto.pl Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie