Marek Wierzbicki, prezes Trefla Sopot: W polskiej lidze mamy zbyt dużo wpadek. Jeśli nie wygramy dwóch najbliższych meczów, to będą zmiany

Rafał Rusiecki
Rafał Rusiecki
Prezes Trefla Sopot Marek Wierzbicki z założycielem klubu Kazimierzem Wierzbickim, prywatnie ojcem
Prezes Trefla Sopot Marek Wierzbicki z założycielem klubu Kazimierzem Wierzbickim, prywatnie ojcem Karolina Misztal
Udostępnij:
Rozmowa z Markiem Wierzbickim, prezesem Trefla Sopot, który z bilansem 6 - 8 w Energa Basket Lidze zajmuje miejsce w drugiej części tabeli. To wynik poniżej sportowego potencjału zespołu budowanego do gry także w Pucharze Europy FIBA.

Czy przegrane z Asseco Arką Gdynia derby Trójmiasta wyzwoliły w panu takie emocje, że mówi pan teraz o ultimatum dla trenera Marcina Stefańskiego?
Nie. Ultimatum nie dotyczy trenera, a odnosi się do pewnych zmian. Zostało to źle zinterpretowane przez niektórych dziennikarzy, może kibiców. Jesteśmy w miejscu absolutnie poniżej tego, czego oczekują właściciele i sponsorzy, a budżet w tym roku się powiększył. Oczekiwaliśmy czegoś znacznie lepszego, a w połowie rundy jesteśmy bardzo nisko. Straciliśmy już możliwość udziału w Pucharze Polski. Zdecydowałem więc, że jeśli nie wygramy dwóch najbliższych meczów ligowych, to dokonamy zmian.

Ale co kryje się pod tym sformułowaniem?
Nic więcej nie powiem. Z premedytacją i celowo mówię tylko w ten sposób. Niech każdy to interpretuje, jak sobie życzy, jak chce. Musimy coś zrobić, coś zmienić. Dokładamy zawodników, bo rzeczywiście pojawiły się kontuzje, a wciąż nie funkcjonuje tak, jak powinno. W FIBA Europe Cup w większości meczów graliśmy przyzwoicie, natomiast w polskiej lidze tych wpadek było zdecydowanie za dużo. Drużyny z czołówki tabeli przegrywają mecze, ale są to pojedyncze przypadki. U nas takich przypadków jest za dużo i w zbyt wielu meczach nie prezentujemy się wystarczająco dobrze.

Może to taka bolączka polskiego sportu? W innej skali oczywiście, ale mamy taką drużynę piłkarską, Legię Warszawa, która w Europie spisywała się przyzwoicie, a w lidze jest bardzo słaba.
Wiem do czego pan pije, ale można też podać przykłady drużyn, które potrafią grać na dwóch frontach i sobie radzą. Ja oczekuję tego od naszej drużyny, żeby nie grała dobrze tylko w jednych rozgrywkach. Na koniec sezonu to polska liga zdecyduje, czy zdobędziemy medal, czy będziemy walczyć o utrzymanie, a może spadniemy. A wiadomo, że czołowe miejsca w tabeli dadzą możliwość gry w następnym roku w europejskich pucharach. Musimy o tym pamiętać.

Ta ostatnia ligowa porażka zabolała dlatego, że był to mecz wyjątkowy, związany z jubileuszem 25-lecia klubu, czy dlatego, że derbowy z lokalnym rywalem?
Dokładnie pan to odczytuje. To był zespół wielu czynników. To było nasze święto, które połączyliśmy z uroczystościami jubileuszowymi. To także same derby, więc oczekuję od drużyny, żeby była szczególnie przygotowana i skupiona. Nie odniosłem jednak wrażenia, żebyśmy oddali w tym meczu serce w 100 procentach.

Słyszałem głosy kibiców po derbach Trójmiasta, że zawiodła taktyka, a nie słaba skuteczność rzutowa. Zgodzi się pan z tym?
Nie chcę wchodzić głęboko w detale. Patrzę na końcu na efekt. Gdyby to był mecz zacięty i, nawet, przegrany po nerwowej końcówce, a widać by było, że zawodnicy angażują swoje serca w 100 procentach, to łatwiej byłoby to przyjąć. W drugiej połowie meczu derbowego wyglądało to jednak inaczej.

Czy pan jest z natury typem nerwowego człowieka?
(śmiech) To zależy. Potrafię się zdenerwować. Akurat w tym przypadku ciężko było mi to zaakceptować, kiedy widziałem kibiców wychodzących przed końcem meczu, kiedy widziałem naszych gości, którzy przyszli i uświetnili moment wydania książki poświęconej 25-leciu klubu. Oni nie byli szczęśliwi z przebiegu tego meczu. Zrobiło mi się bardzo przykro.

Derby Trójmiasta, wciąż w pandemicznym czasie, oglądało 2,5 tysiąca kibiców. To chyba było dla odmiany miłe?
Analizowałem właśnie zestawienie frekwencji ligowej w ostatni weekend w PlusLidze, czyli siatkarskiej ligi, która – co by nie mówić – pod względem sportowym jest znacznie lepsza. Myślę, że to top 5 lig na świecie, a dodatkowo w naszym kraju siatkówka jest bardzo popularna. Tam najlepszy wynik to było 1500, czy 1700 widzów. Nie mamy się czego wstydzić. Pandemia rzeczywiście ma wpływ na to, że ludzie mają obawy, aby pojawiać się na tego typu sportowych wydarzeniach. To jest też czas przedświąteczny, więc ludzie mają inne obowiązki, wydatki. Cieszymy się, że mimo to, udało się nam zachęcić do przyjścia taką publiczność.

Powiedział pan, że ultimatum wprost nie dotyczy trenera. Chciałbym jednak prosić pana o ocenę pracy Marcina Stefańskiego, który przewodzi koszykarzom od 2019 roku.
Generalnie z roku na rok robimy progres. W sezonie przerwanym przez pandemię zajęliśmy szóste miejsce, a następnie skończyliśmy rozgrywki na piątej pozycji. Oceniamy te sezony pozytywnie. Jeśli jednak wejdziemy w szczegóły, to widać, że nie było to wyłącznie pasmo sukcesów, ale były też pewne problemy. Nie o wszystkim wiadomo na zewnątrz. Rozczarowaniem – przede wszystkim biorąc pod uwagę styl - były zeszłoroczne play-offy. Uznaliśmy, że Marcin jest młodym trenerem i wyciągnie z tego wnioski, a pomóc w tym miało wzmocnienie sztabu.

To ultimatum dotyczy wygranych z Legią Warszawa i liderem tabeli Twardymi Piernikami Toruń. Trudne do spełnienia…
Zgadzam się, ale skoro przegrało się wiele meczów, gdzie "na papierze" byliśmy faworytem, to trzeba to teraz odrabiać. Nie ma już czasu na porażki i popełnianie błędów, bo mamy swoje ambicje.

Cenię sobie w Treflu to, że najważniejsze decyzje podejmowane są kolegialnie, a nie wynikają z jakiegoś impulsu. Rozumiem więc, że nie rzuca pan słów na wiatr. Zapytam więc wprost, czy jest opcja rezerwowa, jeśli chodzi o trenera?
W ogóle tego nie biorę pod uwagę w tej chwili. Skupiamy się na dwóch najbliższych meczach i wierzymy, że drużyna je wygra. Właściwie trzech, bo zaraz zagramy z Benficą w Lizbonie. Jeśli przegramy w którymś z meczów ligowych, to będziemy dokonywać zmian. Tyle mogę powiedzieć.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mistrzostwa w Polsce zwiększą popularność strzelectwa i rugby

Wideo

Materiał oryginalny: Marek Wierzbicki, prezes Trefla Sopot: W polskiej lidze mamy zbyt dużo wpadek. Jeśli nie wygramy dwóch najbliższych meczów, to będą zmiany - Dziennik Bałtycki

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie